poniedziałek, 11 marca 2013

Wielka sala. II rozdział.

- Ted, jesteś mistrzem w tej grze! - zachwycał się James.
- No taaa.. - powiedział ziewając Teddy.
- Pora już chyba się zbierać. - stwierdziła Victorie zaglądając przez zasłonki zabrudzonego okna. - Dojeżdżamy.
- Nareszcie mogę wyciągnąć różdżkę i coś zaczarować.. - ucieszył się Te i sięgnął do kieszeni wyciągając różdżkę 12 cali, wierzba, włos z grzywy jednorożca.
- Nie wiem Ted, czy Ci się uda, może lepiej nie próbuj! - wystraszyła się Vic..
- To tylko zaklęcie czyszczące. - uspokoił dziewczyne nastolatek. - Chłoczyść!
W mgnieniu oka od szyby odprysnął się brud, ale sekundę później znów się pojawił.
- Nie wiem jak babcia to robi.. - odparł zawstydzony.
- Czekaj no.. - powiedziała dziwczyna zawiązując długie srebrne włosy i wyciągając różdżkę - Chłoczyść!
Tym razem szyba została czysta. Mały James przyglądał się temu z zaciekawieniem. Pociąg stanął.
- Co jest? - zapytał smętnie James, a jego oczy natychmiast się rozszerzyły.
- Już jesteśmy, wyluzuj. - powiedział chłopak klepiąc małego po plecach.
Victorie prędko wyszła z pociągu szukając swych przyjaciółek z Gryffindoru.
- No to zostaliśmy sami, co? - zażartował James.
- Nie, zostałeś sam, ponieważ idziesz teraz do Hagrida, a ja lecę do wagoników ..
- Przynajmniej Hagrida znam. - westchnął dzieciak, a Ted poklepał go znacząco po plecach.
Gdy James poszedł za głosem Hagrida ("Pirszoroczni, Piszoroczni tutaaaaj!") Ted ruszył w stronę powozów.
Widział testrale, nie wiedzieć czemu. Nie przypominał sobie śmierci nikogo. Nie widział śmierci ani matki, ani ojca. Ani nikogo. W wolnym wagoniku siedział chłopak, z brwiami pokrytymi jakimś kurzem. Obok niego siedział chłopak idealny i taki sam jak on. Chłopcy byli mniej więcej takiej samej wielkości, tylko jeden z nich miał dłuższe włosy, sięgające ramion.
- Lysander! - zawołał Ted.
- Ted! - krzyknął chłopak z dłuższymi włosami.
- Ted? Ted!. - krzyknął ten o krótkich włosach.
- Lorcan! - powiedział Teddi, gdyż był już blisko nich.
- Wsiadaj, jak tam wakacje? - zapytał Lysander.
- Ach, w porządku, a jak u was?
- Też dobrze. Wykupiliśmy działkę... - zaczął San.
- I zasadziliśmy Samosterowalne Śliwki! - dokończył Can.
Ted zarechotał i zmienił kolor włosów i skóry na purpurę, udając śliwkę. Chłopcy byli na tym samym roku co on, tylko Can był z nim w Hufflepuffie. San natomiast wykazał się inteligencją i jest w Ravenclawie.
Od purpurowego ciała młodego Lupina odbijał się księżyc. Usłyszał chichot nie przyjacieli, tylko jakiś dziewczyn. Obrócił się. W wagoniku siedziała Laura, śmiejąc się uroczo. Obok niej jej przyjaciółka Patricia wsadziła swoje knykcie do ust, by stłumić śmiech. Na niego spoglądała dziewczyna, ślizgonka z tego co pamięta. Miała śliczne kasztanowe włosy, zielone włosy i śnieżnobiały uśmiech. Teddy znieruchomiał. Laura obdarzyła ślizgonkę morderczym spojrzeniem, a ta natychmiast odwróciła głowę.
Chłopak popatrzył znacząco na przyjaciół i zmienił kolor skóry na naturalny, a włosy pozostały purpurowe.
- Wysiadka ! - zawołał ktoś z zewnątrz.
- Profesorze Filtwick! - krzyknął Lysander. - Jeszcze kawał drogi!
- Hagrid zakazał nadużywania siły testrali. - odpowiedział głos.
Ted spojrzał na konio-ptaki. Wyglądały na nieszczęśliwe. Gdy już wszyscy wyszli z wagoników ruszyli cieniem profesora Filtwicka. Po chwili ich oczom ukazał się hogwart. . . C.D.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz