wtorek, 5 marca 2013

Rozdział II

Ted spojrzał na Albusa. Czarne włosy po tacie i zielone oczy. No i ta dziecinna twarz, jakby się czegoś bał. Irytujące. I zapomniał o Lily.
- A gdzie Lily? - zapytał pośpiesznie.
- W bagażniku. - odparł Harry.
Chłopak zajrzał za siebie odpinając przy tym pasy. W bagażniku zauważył małą dziewczynkę. Miała płomiennorude włosy i zielonkawe oczy. Była jakby przywiązana pasami.
- Witaj Lily. - Powiedział uśmiechając się szeroko i szczerząc białe zęby. - Co cię gryzie?
Lily Luna otworzyła szeroko buzię, ale odpowiedziała jej matka:
- Lily chcę iść w tym roku do szkoły.
- A czemu? - zapytał zabawnie. - Jak przyjdziesz odechce Ci się. Mówię Ci.
James lekko wzdrygnął się na słowa Tedda. Dziewczynka puściła to mimo uszu.
- Bo tak. - warknęła i tupnęła nóżką na tyle, ile dały jej pasy.
- Spakowała swój podróżny kuferek. - powiedział Albus chcąc zaimponować kuzynowi.
- I co z tego?! - krzyknęła na całe auto rudowłosa, aż Harry zatrząsł nie bezpiecznie kierownicą.
- Boże. - wycedził James. - ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, LILY!.
TO nie była trafiona uwaga, gdyż dziewczynka wybuchła płaczem.
- MAAAAAAAAAMO! - ryknęła.
Wuj Harry złapał się za głowe, a ciotka Ginny szybko złapała kierownice.
- Uważaj! - syknęła, po czym zwróciła się do pierworodnego syna. - Nie wolno Ci się tak wyrażać!
- Ale Lily tak wczoraj powiedziała do Albusa. - obronił się.
- To prawda. - westchnął teatralnie Albus. - A ja jej grzecznie odpowiedziałem, że niech ona zamknie łaskawie swą jadaczkę, bo oglądam kreskówki.
W aucie wybuchła kłótnia, a Ted przyglądał się wszystkim z zaciekawieniem. Nie miał rodzeństwa, nikogo nie miał, a to sprawiało mu przyjemność, Ba! Satysfakcje i wiedzę.
- Ted, wybacz, za ten wybryk. - Powiedziała Ginerwa gdy atmosfera się uciszyła.
- Mnie to nie przeszkadza. - odparł wesoło. - To całkiem ciekawe.
Ginny opadła na fotel i wzięła głęboki oddech, jakby Ted był trudnym dzieckiem i niczego nie rozumie.
Mu to nie przeszkadzało. Patrzył na mugolskie ulice z zaciekawieniem.
- Już jesteśmy. Wysiadka. - oznajmił Harry-Wuj.
Teddy złapał za swój kufer i pośpiesznie wyszedł z samochodu. Zaciągnął się powietrzem.
- Ahh, tego mi trzeba.
W porę przypomniał sobie, że nie jest tu sam i że warto pomóc Harremu wyciągnąć Lily z auta i zanieść kuferek Jamesa. Przecież nie jest tu sam. Oh, jak pięknie brzmią te słowa - pomyślał młody Lupin i prędko złapał dziewczynkę za ręce, które mocno uderzały w głowe Albusa.
- Nie rób siary! - krzyknął James, który patrzył się to na Lily to na tatę szukając w nim oparcia.
- Wcale nie robię siary! - ryknęła Lily i wystawiła mu język.
Ginny uśmiechnęła się smutno - wiedziała, że ona też kiedyś taka była. Jednakże ten opór odziedziczyła po Ojcu.
- Mamo, czy mogę już iść na peron? - spytał znudzony James, jakby ta ostra kłótnia nie robiła mu różnicy.
- Idziemy wszyscy razem, James! - powiedziała stanowcza matka.
- Ginny, zrób coś! - krzyknął Harry łapiąc przy okazji wzrok mugoli. - Szybko!
- Muffliato! - szepnęła Ginerwa trzymając różdżkę nisko.
Ted już nie czuł nóg Lily obijających się o jego głowę. Spojrzał tylko na srebrzysto włosą piękną dziewczynę, idącą wraz z rudawą siostrą i młodszym brate, dumnie krocząc obok rodziców.
- Bill, Fleur! - krzyknęła Ginny machając do nich.
- Louis! - krzyknęła za mamą Lily uspokajając się.
- Dominique! - krzyknął Albus, małpując Lily.
- Victorie. - Szepnął cicho Teddy.
- Victorie! - krzyknął z naciskiem James.
- CO tu tak brzęczy? - zapytał William.
- Muffliato. - rzekła Ginerwa przytulając brata.
- Jak dobrzi, żi Ci widzi 'eddi, - Powiedziała Fleur uśmiechając się do Teddiego.
Lily już zwinnie bawiła się z Louisem, którego białe loczki wesoło huśtały się. Albus dyskutował z Dominique jak to jest w hogwarcie, a Victorie, jako najstarsza przyglądała się rozmowie rodziców, zerkając co chwila na Teda.
- Victori idzi że porozmawić z kimś. - powiedziała cicho Fleur.
- Dobra, mamo, wyluzuj. - odpowiedziała na rządanie matki dziewczynka tonem, który nie odpowiadał młodej pannie. - Ted, słyszałam, że jesteś prefektem! - Powiedziała z entuzjazmem.
- Zgadza się. - rzekł smętnie. Jego włosy zmieniły kolor z błękitu na róż.
- Ale świetnie, zrób to jeszcze raz!
- Wiesz co, jakoś nie mam ochoty, przepraszam, to czasem szwankuję.
- Ano tak, powrót do szkoły.
- Dzieciaki, bo się spóźnimy na pociąg!
- A gdzie Rose i Hugo? - zapytała smutno Lily.
- Na pewno już tam są! ...

xd

1 komentarz:

  1. Bardzo oryginalny blog pierwszy raz widzę bloga o takim temacie. Powodzenia w pisaniu. Ale w tym blogu brakuje mi więcej opisów postaci, miejsca, i proszę o dłuższe rozdziały Pozdrawiam i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń