Vic odskoczyła od Teddiego.
- Mam tu pieguski, paszteciki dyniowe, czekoladowe żaby, no i jeszcze kupiłem eksplodującego durnia. Pogramy? - zapytał energicznie James.
- Nie musiałeś kupować. Mam tu gdzieś talie. - odparł Ted. W pewnym momencie zmienił swe włosy na kolor granatowy.
- To przezabawne! - zaświergotała Victoria na widok zmieniającej się barwy i stylizacji włosów.
- To gramy? - zapytał niecierpliwe James. Teddy trochę się zirytował, ale natychmiast mu przeszło - w końcu chłopak czuł się zagubiony.
- Jasne. - odparł krzywo.
- Pewnie. - klasnęła w dłonie Tori, odgarniając srebrzyste włosy.
Po kilku kolejkach do przedziału wtargnęła jakaś brązowowłosa dziewczyna o orzechowych oczach.
- Ted? Co ty tu robisz, miałeś być w przedziale dla prefektów. - oburzyła się na przywitanie.
Teddie znał ją dobrze. Aż za dobrze. Laura Longbottom, córka nauczyciela zielarstwa była również w Hufflepuffie i też została prefektem. Ted tak dobrze bawił się z Victorie, że zapomniał w ogóle o tym stanowisku.
- Wybacz. Kompletnie zapomniałem.
- Nie przejmuj się. - Dziewczyna nagle się zarumieniła. - Wiedziałam, że tak będzie z chęcią Ci wytłumaczę.
Victorie obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem. Nie za bardzo się lubiły, nigdy nie wiadomo z czego to wynika. Raz Puchonki ją obrażały przy wejściu na wiadukt, a bardzo często Laura śmieje się z jej nieudolności w zielarstwie. Dziewczyna o brązowych włosach usiadła obok Tedda i zaczęła głośno rozmawiać o całej sprawie z byciem prefektem. Vic usiadła na przeciwko nich obok Jamesa grając z nim w karty na różne sposoby i śmiejąc się przy tym gwieździście. Nie zwracały na siebie uwagi. Laura była zupęłnie jak jej matka, Hanna Abott-Longbottom. Była trochę głośna i chamska, ale tylko czasem.
- No to wiesz, spotkamy się przy stole w wielkiej sali, to jeszcze wszystko dokładnie omówimy, okej? - podsumowała cicho. - O, Victorie, nie zauważyłam Cię, jesteś prefektem Gryffindoru?
- Nie. - uśmiechnęła się słabo. - Ja jeszcze jestem za młoda. - oparła nie patrząc na dziewczynę.
- Życzę Ci powodzenia w następnym roku. Ooo, kto to taki? - zapytała wesoło.
- James, James Potter. Mój kuzyn.
- Mój też. - rzekł szybko Ted. Laura podniosła jedną brew. - Znaczy, nie dokładnie. Harry Potter, jego ojciec, jest moim ojcem chrzestnym. Ale nie jestem z nim spokrewniny w inny sposób.
- Tak też myślałam. W końcu wy bylibyście kuzynostwem 2 czy 3 stopnia. Ale dobra, ja już lece do Patricii.
Patricia stała przed szklanymi drzwiami od przedziału. nie była ona najpiękniejszą dziewczyną, ale uchodziła w tłoku. Miała czarne, proste, pozbawione blasku i energii włosy, mysią twarz i szaro-niebieskie oczy. Jej duży garbaty nos dawał spory cień. Mimo to jej usta były całkiem ponętne i chłopaków jej nie brakowało.
- Pa. - opowiedział beznamiętnie Ted, który posmutniał widząc Vic w takim stanie. Przed chwilą śmiali się i bawili, a teraz patrzył jak ona śmieje się do bólu z Jamesem. - Mogę też zagrać? - zapytał gdy Laura opuściła wagonik.
- Jasne. - powiedziała ochoczo Victoria.
I tak grali do wyjścia z pociągu... C.D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz