- Ted, jesteś mistrzem w tej grze! - zachwycał się James.
- No taaa.. - powiedział ziewając Teddy.
- Pora już chyba się zbierać. - stwierdziła Victorie zaglądając przez zasłonki zabrudzonego okna. - Dojeżdżamy.
- Nareszcie mogę wyciągnąć różdżkę i coś zaczarować.. - ucieszył się Te i sięgnął do kieszeni wyciągając różdżkę 12 cali, wierzba, włos z grzywy jednorożca.
- Nie wiem Ted, czy Ci się uda, może lepiej nie próbuj! - wystraszyła się Vic..
- To tylko zaklęcie czyszczące. - uspokoił dziewczyne nastolatek. - Chłoczyść!
W mgnieniu oka od szyby odprysnął się brud, ale sekundę później znów się pojawił.
- Nie wiem jak babcia to robi.. - odparł zawstydzony.
- Czekaj no.. - powiedziała dziwczyna zawiązując długie srebrne włosy i wyciągając różdżkę - Chłoczyść!
Tym razem szyba została czysta. Mały James przyglądał się temu z zaciekawieniem. Pociąg stanął.
- Co jest? - zapytał smętnie James, a jego oczy natychmiast się rozszerzyły.
- Już jesteśmy, wyluzuj. - powiedział chłopak klepiąc małego po plecach.
Victorie prędko wyszła z pociągu szukając swych przyjaciółek z Gryffindoru.
- No to zostaliśmy sami, co? - zażartował James.
- Nie, zostałeś sam, ponieważ idziesz teraz do Hagrida, a ja lecę do wagoników ..
- Przynajmniej Hagrida znam. - westchnął dzieciak, a Ted poklepał go znacząco po plecach.
Gdy James poszedł za głosem Hagrida ("Pirszoroczni, Piszoroczni tutaaaaj!") Ted ruszył w stronę powozów.
Widział testrale, nie wiedzieć czemu. Nie przypominał sobie śmierci nikogo. Nie widział śmierci ani matki, ani ojca. Ani nikogo. W wolnym wagoniku siedział chłopak, z brwiami pokrytymi jakimś kurzem. Obok niego siedział chłopak idealny i taki sam jak on. Chłopcy byli mniej więcej takiej samej wielkości, tylko jeden z nich miał dłuższe włosy, sięgające ramion.
- Lysander! - zawołał Ted.
- Ted! - krzyknął chłopak z dłuższymi włosami.
- Ted? Ted!. - krzyknął ten o krótkich włosach.
- Lorcan! - powiedział Teddi, gdyż był już blisko nich.
- Wsiadaj, jak tam wakacje? - zapytał Lysander.
- Ach, w porządku, a jak u was?
- Też dobrze. Wykupiliśmy działkę... - zaczął San.
- I zasadziliśmy Samosterowalne Śliwki! - dokończył Can.
Ted zarechotał i zmienił kolor włosów i skóry na purpurę, udając śliwkę. Chłopcy byli na tym samym roku co on, tylko Can był z nim w Hufflepuffie. San natomiast wykazał się inteligencją i jest w Ravenclawie.
Od purpurowego ciała młodego Lupina odbijał się księżyc. Usłyszał chichot nie przyjacieli, tylko jakiś dziewczyn. Obrócił się. W wagoniku siedziała Laura, śmiejąc się uroczo. Obok niej jej przyjaciółka Patricia wsadziła swoje knykcie do ust, by stłumić śmiech. Na niego spoglądała dziewczyna, ślizgonka z tego co pamięta. Miała śliczne kasztanowe włosy, zielone włosy i śnieżnobiały uśmiech. Teddy znieruchomiał. Laura obdarzyła ślizgonkę morderczym spojrzeniem, a ta natychmiast odwróciła głowę.
Chłopak popatrzył znacząco na przyjaciół i zmienił kolor skóry na naturalny, a włosy pozostały purpurowe.
- Wysiadka ! - zawołał ktoś z zewnątrz.
- Profesorze Filtwick! - krzyknął Lysander. - Jeszcze kawał drogi!
- Hagrid zakazał nadużywania siły testrali. - odpowiedział głos.
Ted spojrzał na konio-ptaki. Wyglądały na nieszczęśliwe. Gdy już wszyscy wyszli z wagoników ruszyli cieniem profesora Filtwicka. Po chwili ich oczom ukazał się hogwart. . . C.D.
Ted i Victorie to jedna rodzina :3.
To FF opowiadająca o miłości Teda Lupina i Victorie Weasley. W hogwarcie nie łatwo jest być parą, z pewnością nie tak inną. Czy uda im się pogodzić związek z obowiązkami prefekta? Czy Teddy nie zainteresuję się nikim innym?
poniedziałek, 11 marca 2013
piątek, 8 marca 2013
Nieciekawa przygoda w przedziale. II rozdział
Vic odskoczyła od Teddiego.
- Mam tu pieguski, paszteciki dyniowe, czekoladowe żaby, no i jeszcze kupiłem eksplodującego durnia. Pogramy? - zapytał energicznie James.
- Nie musiałeś kupować. Mam tu gdzieś talie. - odparł Ted. W pewnym momencie zmienił swe włosy na kolor granatowy.
- To przezabawne! - zaświergotała Victoria na widok zmieniającej się barwy i stylizacji włosów.
- To gramy? - zapytał niecierpliwe James. Teddy trochę się zirytował, ale natychmiast mu przeszło - w końcu chłopak czuł się zagubiony.
- Jasne. - odparł krzywo.
- Pewnie. - klasnęła w dłonie Tori, odgarniając srebrzyste włosy.
Po kilku kolejkach do przedziału wtargnęła jakaś brązowowłosa dziewczyna o orzechowych oczach.
- Ted? Co ty tu robisz, miałeś być w przedziale dla prefektów. - oburzyła się na przywitanie.
Teddie znał ją dobrze. Aż za dobrze. Laura Longbottom, córka nauczyciela zielarstwa była również w Hufflepuffie i też została prefektem. Ted tak dobrze bawił się z Victorie, że zapomniał w ogóle o tym stanowisku.
- Wybacz. Kompletnie zapomniałem.
- Nie przejmuj się. - Dziewczyna nagle się zarumieniła. - Wiedziałam, że tak będzie z chęcią Ci wytłumaczę.
Victorie obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem. Nie za bardzo się lubiły, nigdy nie wiadomo z czego to wynika. Raz Puchonki ją obrażały przy wejściu na wiadukt, a bardzo często Laura śmieje się z jej nieudolności w zielarstwie. Dziewczyna o brązowych włosach usiadła obok Tedda i zaczęła głośno rozmawiać o całej sprawie z byciem prefektem. Vic usiadła na przeciwko nich obok Jamesa grając z nim w karty na różne sposoby i śmiejąc się przy tym gwieździście. Nie zwracały na siebie uwagi. Laura była zupęłnie jak jej matka, Hanna Abott-Longbottom. Była trochę głośna i chamska, ale tylko czasem.
- No to wiesz, spotkamy się przy stole w wielkiej sali, to jeszcze wszystko dokładnie omówimy, okej? - podsumowała cicho. - O, Victorie, nie zauważyłam Cię, jesteś prefektem Gryffindoru?
- Nie. - uśmiechnęła się słabo. - Ja jeszcze jestem za młoda. - oparła nie patrząc na dziewczynę.
- Życzę Ci powodzenia w następnym roku. Ooo, kto to taki? - zapytała wesoło.
- James, James Potter. Mój kuzyn.
- Mój też. - rzekł szybko Ted. Laura podniosła jedną brew. - Znaczy, nie dokładnie. Harry Potter, jego ojciec, jest moim ojcem chrzestnym. Ale nie jestem z nim spokrewniny w inny sposób.
- Tak też myślałam. W końcu wy bylibyście kuzynostwem 2 czy 3 stopnia. Ale dobra, ja już lece do Patricii.
Patricia stała przed szklanymi drzwiami od przedziału. nie była ona najpiękniejszą dziewczyną, ale uchodziła w tłoku. Miała czarne, proste, pozbawione blasku i energii włosy, mysią twarz i szaro-niebieskie oczy. Jej duży garbaty nos dawał spory cień. Mimo to jej usta były całkiem ponętne i chłopaków jej nie brakowało.
- Pa. - opowiedział beznamiętnie Ted, który posmutniał widząc Vic w takim stanie. Przed chwilą śmiali się i bawili, a teraz patrzył jak ona śmieje się do bólu z Jamesem. - Mogę też zagrać? - zapytał gdy Laura opuściła wagonik.
- Jasne. - powiedziała ochoczo Victoria.
I tak grali do wyjścia z pociągu... C.D.
- Mam tu pieguski, paszteciki dyniowe, czekoladowe żaby, no i jeszcze kupiłem eksplodującego durnia. Pogramy? - zapytał energicznie James.
- Nie musiałeś kupować. Mam tu gdzieś talie. - odparł Ted. W pewnym momencie zmienił swe włosy na kolor granatowy.
- To przezabawne! - zaświergotała Victoria na widok zmieniającej się barwy i stylizacji włosów.
- To gramy? - zapytał niecierpliwe James. Teddy trochę się zirytował, ale natychmiast mu przeszło - w końcu chłopak czuł się zagubiony.
- Jasne. - odparł krzywo.
- Pewnie. - klasnęła w dłonie Tori, odgarniając srebrzyste włosy.
Po kilku kolejkach do przedziału wtargnęła jakaś brązowowłosa dziewczyna o orzechowych oczach.
- Ted? Co ty tu robisz, miałeś być w przedziale dla prefektów. - oburzyła się na przywitanie.
Teddie znał ją dobrze. Aż za dobrze. Laura Longbottom, córka nauczyciela zielarstwa była również w Hufflepuffie i też została prefektem. Ted tak dobrze bawił się z Victorie, że zapomniał w ogóle o tym stanowisku.
- Wybacz. Kompletnie zapomniałem.
- Nie przejmuj się. - Dziewczyna nagle się zarumieniła. - Wiedziałam, że tak będzie z chęcią Ci wytłumaczę.
Victorie obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem. Nie za bardzo się lubiły, nigdy nie wiadomo z czego to wynika. Raz Puchonki ją obrażały przy wejściu na wiadukt, a bardzo często Laura śmieje się z jej nieudolności w zielarstwie. Dziewczyna o brązowych włosach usiadła obok Tedda i zaczęła głośno rozmawiać o całej sprawie z byciem prefektem. Vic usiadła na przeciwko nich obok Jamesa grając z nim w karty na różne sposoby i śmiejąc się przy tym gwieździście. Nie zwracały na siebie uwagi. Laura była zupęłnie jak jej matka, Hanna Abott-Longbottom. Była trochę głośna i chamska, ale tylko czasem.
- No to wiesz, spotkamy się przy stole w wielkiej sali, to jeszcze wszystko dokładnie omówimy, okej? - podsumowała cicho. - O, Victorie, nie zauważyłam Cię, jesteś prefektem Gryffindoru?
- Nie. - uśmiechnęła się słabo. - Ja jeszcze jestem za młoda. - oparła nie patrząc na dziewczynę.
- Życzę Ci powodzenia w następnym roku. Ooo, kto to taki? - zapytała wesoło.
- James, James Potter. Mój kuzyn.
- Mój też. - rzekł szybko Ted. Laura podniosła jedną brew. - Znaczy, nie dokładnie. Harry Potter, jego ojciec, jest moim ojcem chrzestnym. Ale nie jestem z nim spokrewniny w inny sposób.
- Tak też myślałam. W końcu wy bylibyście kuzynostwem 2 czy 3 stopnia. Ale dobra, ja już lece do Patricii.
Patricia stała przed szklanymi drzwiami od przedziału. nie była ona najpiękniejszą dziewczyną, ale uchodziła w tłoku. Miała czarne, proste, pozbawione blasku i energii włosy, mysią twarz i szaro-niebieskie oczy. Jej duży garbaty nos dawał spory cień. Mimo to jej usta były całkiem ponętne i chłopaków jej nie brakowało.
- Pa. - opowiedział beznamiętnie Ted, który posmutniał widząc Vic w takim stanie. Przed chwilą śmiali się i bawili, a teraz patrzył jak ona śmieje się do bólu z Jamesem. - Mogę też zagrać? - zapytał gdy Laura opuściła wagonik.
- Jasne. - powiedziała ochoczo Victoria.
I tak grali do wyjścia z pociągu... C.D.
czwartek, 7 marca 2013
ROZDZIAŁ II cz. II xd.
Wszyscy pewnym krokiem ruszyli do peronu. Sowa Tedda huczała głośno. Była to brązowo biała sówka o imieniu Rebekka chciałą wyjść z klatki.
- Rebekka, nie ! - syknął Teddy patrząc się na nią morderczym wzrokiem. nie chciał zakłócić głosu Victorie.
- No widzisz Albusie, tak to już jest, że nauka jest trudna. - zreasumowała Vic chichocząc srebrzyście.
James przyglądał się jej z otwartymi szeroko ustami, ale w porę się otrząsnął.
- Rose! Rose, hej! . - krzyknął Albus.
Hermiona, Ron, Hugo i Rose stali tuż tuż przed pociągiem. Harry powitał każdego z osobna, tak samo Ginny i Fleur, a Bill tylko machnął ręką.
- Chyba pora już wsiadać - rzekła mądra Hermiona, której włosy nieco się wyprostowały, od ostatniej wizyty w Dolinie Godryka - mieście, gdzie Harry zamieszkał z Ginny.
- Oho, Malfoy. - powiedział Ron.
- I co z tego? Widać mu się ułożyło. - stwierdziła Hermiona.
- Myślałam, że jest z rocznika Albusa - powiedziała Ginny.
- Nie, w sumie - nie ważne. - zakończył dyskusje Harry. - Teddy, powodzenia w szkole, James, nie przejmuj się tą presją, nie będzie tak źle.
Po czułych przytulasach i buziaczkach całej rodziny Weasley'ów i Potterów Teddy poczuł smutek. Z resztą jak zawsze. Jego serce wypęłniała niebezpieczna pustka. Nagle poczuł delikatny dotyk Victorie. Ciepła fala przeszła jego ciało na wylot, a niebiański głos szepnął:
- Może znajdziemy wolny przedział?
Lupin wyrwał się z transu.
- Pewnie. - odparł speszony.
W pociągu było tłoczno. James szedł za nim dysząc ciężko, a sówka dalej huczała, jakby ją obdzierali z piór.
- O tu jest prawie wolne! - krzyknęła Victorie.
Weszli do przedziału w którym siedział blond włosy chłopiec o szarych, chłodnych oczach. Był wysoki, jak na swój wiek, bo twarz miał jeszcze dziecięcą.
- Tu jest wolne miejsce? - zapytała złociście Vic.
- O, tak, jasne. - Chłopak wyglądał ponuro. jakby było mu jakoś... smutno.
- Nie martw się. - Powiedział James. - Ja też jestem tu po raz pierwszy.
Dzieciak popatrzył na niego dziwnie. Teddy sobie przypomniał - to ten chłopiec o którym mówił Ron.
- Malfoy. - szepnął cicho.
- Co? - podniósł głos chłopiec.
- Malafaj. - rzekł pośpiesznie, głupio Ted.
- CO? - powiedzieli wszyscy, chłopak, James i Victorie. Włosy Teddiego zmieniły się na purpurowy.
- Taki cukierek mugolski. Znalazłem w kufrze.
- Mugolski?Pff. - prychnął blondyn, ale nie spuszczał wzroku z kufra.
Teddy odetchnął. Puścił gafę jak jeszcze nikt. Vic, nie mogąc znieść tej ciszy zapytała:
- Jak myślisz, w jakim domu będziesz?
- Hm, w Slytherinie, tam gdzie moi rodzice.
- Aha. - powiedziała zbita z tropu Vic. - Ja jestem w Gryffindorze.
- Ja w Hufflepuffie.
- A ja nie wiem. - rzekł James.
- Nie ważne, weźcie sobie ten przedział, idę do przyjaciół. A ty - zwrócił się do Jamesa. - Uważaj.
Chłopak wyparował wraz z kufrem do wąskiego korytarza. Całą trójką zaczęło trząść - pociąg ruszył.
- Dziwny. - powiedział Ted, przerywając ciszę.
- No.. - przyznała Vic.
- Co to miało znaczyć? - zapytał przestraszony James.
- Że wszystkie domy się gryzą ze Slytherinem - uwaga - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Może chcecie coś z wózka? Idę kupić czekoladowe żaby, tata mówił, że ta pani sprzedaję naprawdę nieziemskie smakołyki.
- Ja dziękuję. - rzekła pośpiesznie kobieta.
- Mi możesz przynieść pasztecik dyniowy. - zasugerował Ted.
James poszedł pośpiesznie do pani z wózkiem. Teddy przysunął się lekko. Dziewczyna wpatrywała się w jego niebieskie oczy, które po chwili stały się żółte, a sekundę później fioletowe.
- Wiesz... - zaczęli obydwoje.
- Ty pierwsza. - powiedział stanowczo Ted.
- Ja... Ty ..
Nie zdążyła dokończyć zdania gdyż James przyszedł wraz z prowiantem.. CD.
- Rebekka, nie ! - syknął Teddy patrząc się na nią morderczym wzrokiem. nie chciał zakłócić głosu Victorie.
- No widzisz Albusie, tak to już jest, że nauka jest trudna. - zreasumowała Vic chichocząc srebrzyście.
James przyglądał się jej z otwartymi szeroko ustami, ale w porę się otrząsnął.
- Rose! Rose, hej! . - krzyknął Albus.
Hermiona, Ron, Hugo i Rose stali tuż tuż przed pociągiem. Harry powitał każdego z osobna, tak samo Ginny i Fleur, a Bill tylko machnął ręką.
- Chyba pora już wsiadać - rzekła mądra Hermiona, której włosy nieco się wyprostowały, od ostatniej wizyty w Dolinie Godryka - mieście, gdzie Harry zamieszkał z Ginny.
- Oho, Malfoy. - powiedział Ron.
- I co z tego? Widać mu się ułożyło. - stwierdziła Hermiona.
- Myślałam, że jest z rocznika Albusa - powiedziała Ginny.
- Nie, w sumie - nie ważne. - zakończył dyskusje Harry. - Teddy, powodzenia w szkole, James, nie przejmuj się tą presją, nie będzie tak źle.
Po czułych przytulasach i buziaczkach całej rodziny Weasley'ów i Potterów Teddy poczuł smutek. Z resztą jak zawsze. Jego serce wypęłniała niebezpieczna pustka. Nagle poczuł delikatny dotyk Victorie. Ciepła fala przeszła jego ciało na wylot, a niebiański głos szepnął:
- Może znajdziemy wolny przedział?
Lupin wyrwał się z transu.
- Pewnie. - odparł speszony.
W pociągu było tłoczno. James szedł za nim dysząc ciężko, a sówka dalej huczała, jakby ją obdzierali z piór.
- O tu jest prawie wolne! - krzyknęła Victorie.
Weszli do przedziału w którym siedział blond włosy chłopiec o szarych, chłodnych oczach. Był wysoki, jak na swój wiek, bo twarz miał jeszcze dziecięcą.
- Tu jest wolne miejsce? - zapytała złociście Vic.
- O, tak, jasne. - Chłopak wyglądał ponuro. jakby było mu jakoś... smutno.
- Nie martw się. - Powiedział James. - Ja też jestem tu po raz pierwszy.
Dzieciak popatrzył na niego dziwnie. Teddy sobie przypomniał - to ten chłopiec o którym mówił Ron.
- Malfoy. - szepnął cicho.
- Co? - podniósł głos chłopiec.
- Malafaj. - rzekł pośpiesznie, głupio Ted.
- CO? - powiedzieli wszyscy, chłopak, James i Victorie. Włosy Teddiego zmieniły się na purpurowy.
- Taki cukierek mugolski. Znalazłem w kufrze.
- Mugolski?Pff. - prychnął blondyn, ale nie spuszczał wzroku z kufra.
Teddy odetchnął. Puścił gafę jak jeszcze nikt. Vic, nie mogąc znieść tej ciszy zapytała:
- Jak myślisz, w jakim domu będziesz?
- Hm, w Slytherinie, tam gdzie moi rodzice.
- Aha. - powiedziała zbita z tropu Vic. - Ja jestem w Gryffindorze.
- Ja w Hufflepuffie.
- A ja nie wiem. - rzekł James.
- Nie ważne, weźcie sobie ten przedział, idę do przyjaciół. A ty - zwrócił się do Jamesa. - Uważaj.
Chłopak wyparował wraz z kufrem do wąskiego korytarza. Całą trójką zaczęło trząść - pociąg ruszył.
- Dziwny. - powiedział Ted, przerywając ciszę.
- No.. - przyznała Vic.
- Co to miało znaczyć? - zapytał przestraszony James.
- Że wszystkie domy się gryzą ze Slytherinem - uwaga - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Może chcecie coś z wózka? Idę kupić czekoladowe żaby, tata mówił, że ta pani sprzedaję naprawdę nieziemskie smakołyki.
- Ja dziękuję. - rzekła pośpiesznie kobieta.
- Mi możesz przynieść pasztecik dyniowy. - zasugerował Ted.
James poszedł pośpiesznie do pani z wózkiem. Teddy przysunął się lekko. Dziewczyna wpatrywała się w jego niebieskie oczy, które po chwili stały się żółte, a sekundę później fioletowe.
- Wiesz... - zaczęli obydwoje.
- Ty pierwsza. - powiedział stanowczo Ted.
- Ja... Ty ..
Nie zdążyła dokończyć zdania gdyż James przyszedł wraz z prowiantem.. CD.
wtorek, 5 marca 2013
Rozdział II
Ted spojrzał na Albusa. Czarne włosy po tacie i zielone oczy. No i ta dziecinna twarz, jakby się czegoś bał. Irytujące. I zapomniał o Lily.
- A gdzie Lily? - zapytał pośpiesznie.
- W bagażniku. - odparł Harry.
Chłopak zajrzał za siebie odpinając przy tym pasy. W bagażniku zauważył małą dziewczynkę. Miała płomiennorude włosy i zielonkawe oczy. Była jakby przywiązana pasami.
- Witaj Lily. - Powiedział uśmiechając się szeroko i szczerząc białe zęby. - Co cię gryzie?
Lily Luna otworzyła szeroko buzię, ale odpowiedziała jej matka:
- Lily chcę iść w tym roku do szkoły.
- A czemu? - zapytał zabawnie. - Jak przyjdziesz odechce Ci się. Mówię Ci.
James lekko wzdrygnął się na słowa Tedda. Dziewczynka puściła to mimo uszu.
- Bo tak. - warknęła i tupnęła nóżką na tyle, ile dały jej pasy.
- Spakowała swój podróżny kuferek. - powiedział Albus chcąc zaimponować kuzynowi.
- I co z tego?! - krzyknęła na całe auto rudowłosa, aż Harry zatrząsł nie bezpiecznie kierownicą.
- Boże. - wycedził James. - ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, LILY!.
TO nie była trafiona uwaga, gdyż dziewczynka wybuchła płaczem.
- MAAAAAAAAAMO! - ryknęła.
Wuj Harry złapał się za głowe, a ciotka Ginny szybko złapała kierownice.
- Uważaj! - syknęła, po czym zwróciła się do pierworodnego syna. - Nie wolno Ci się tak wyrażać!
- Ale Lily tak wczoraj powiedziała do Albusa. - obronił się.
- To prawda. - westchnął teatralnie Albus. - A ja jej grzecznie odpowiedziałem, że niech ona zamknie łaskawie swą jadaczkę, bo oglądam kreskówki.
W aucie wybuchła kłótnia, a Ted przyglądał się wszystkim z zaciekawieniem. Nie miał rodzeństwa, nikogo nie miał, a to sprawiało mu przyjemność, Ba! Satysfakcje i wiedzę.
- Ted, wybacz, za ten wybryk. - Powiedziała Ginerwa gdy atmosfera się uciszyła.
- Mnie to nie przeszkadza. - odparł wesoło. - To całkiem ciekawe.
Ginny opadła na fotel i wzięła głęboki oddech, jakby Ted był trudnym dzieckiem i niczego nie rozumie.
Mu to nie przeszkadzało. Patrzył na mugolskie ulice z zaciekawieniem.
- Już jesteśmy. Wysiadka. - oznajmił Harry-Wuj.
Teddy złapał za swój kufer i pośpiesznie wyszedł z samochodu. Zaciągnął się powietrzem.
- Ahh, tego mi trzeba.
W porę przypomniał sobie, że nie jest tu sam i że warto pomóc Harremu wyciągnąć Lily z auta i zanieść kuferek Jamesa. Przecież nie jest tu sam. Oh, jak pięknie brzmią te słowa - pomyślał młody Lupin i prędko złapał dziewczynkę za ręce, które mocno uderzały w głowe Albusa.
- Nie rób siary! - krzyknął James, który patrzył się to na Lily to na tatę szukając w nim oparcia.
- Wcale nie robię siary! - ryknęła Lily i wystawiła mu język.
Ginny uśmiechnęła się smutno - wiedziała, że ona też kiedyś taka była. Jednakże ten opór odziedziczyła po Ojcu.
- Mamo, czy mogę już iść na peron? - spytał znudzony James, jakby ta ostra kłótnia nie robiła mu różnicy.
- Idziemy wszyscy razem, James! - powiedziała stanowcza matka.
- Ginny, zrób coś! - krzyknął Harry łapiąc przy okazji wzrok mugoli. - Szybko!
- Muffliato! - szepnęła Ginerwa trzymając różdżkę nisko.
Ted już nie czuł nóg Lily obijających się o jego głowę. Spojrzał tylko na srebrzysto włosą piękną dziewczynę, idącą wraz z rudawą siostrą i młodszym brate, dumnie krocząc obok rodziców.
- Bill, Fleur! - krzyknęła Ginny machając do nich.
- Louis! - krzyknęła za mamą Lily uspokajając się.
- Dominique! - krzyknął Albus, małpując Lily.
- Victorie. - Szepnął cicho Teddy.
- Victorie! - krzyknął z naciskiem James.
- CO tu tak brzęczy? - zapytał William.
- Muffliato. - rzekła Ginerwa przytulając brata.
- Jak dobrzi, żi Ci widzi 'eddi, - Powiedziała Fleur uśmiechając się do Teddiego.
Lily już zwinnie bawiła się z Louisem, którego białe loczki wesoło huśtały się. Albus dyskutował z Dominique jak to jest w hogwarcie, a Victorie, jako najstarsza przyglądała się rozmowie rodziców, zerkając co chwila na Teda.
- Victori idzi że porozmawić z kimś. - powiedziała cicho Fleur.
- Dobra, mamo, wyluzuj. - odpowiedziała na rządanie matki dziewczynka tonem, który nie odpowiadał młodej pannie. - Ted, słyszałam, że jesteś prefektem! - Powiedziała z entuzjazmem.
- Zgadza się. - rzekł smętnie. Jego włosy zmieniły kolor z błękitu na róż.
- Ale świetnie, zrób to jeszcze raz!
- Wiesz co, jakoś nie mam ochoty, przepraszam, to czasem szwankuję.
- Ano tak, powrót do szkoły.
- Dzieciaki, bo się spóźnimy na pociąg!
- A gdzie Rose i Hugo? - zapytała smutno Lily.
- Na pewno już tam są! ...
xd
- A gdzie Lily? - zapytał pośpiesznie.
- W bagażniku. - odparł Harry.
Chłopak zajrzał za siebie odpinając przy tym pasy. W bagażniku zauważył małą dziewczynkę. Miała płomiennorude włosy i zielonkawe oczy. Była jakby przywiązana pasami.
- Witaj Lily. - Powiedział uśmiechając się szeroko i szczerząc białe zęby. - Co cię gryzie?
Lily Luna otworzyła szeroko buzię, ale odpowiedziała jej matka:
- Lily chcę iść w tym roku do szkoły.
- A czemu? - zapytał zabawnie. - Jak przyjdziesz odechce Ci się. Mówię Ci.
James lekko wzdrygnął się na słowa Tedda. Dziewczynka puściła to mimo uszu.
- Bo tak. - warknęła i tupnęła nóżką na tyle, ile dały jej pasy.
- Spakowała swój podróżny kuferek. - powiedział Albus chcąc zaimponować kuzynowi.
- I co z tego?! - krzyknęła na całe auto rudowłosa, aż Harry zatrząsł nie bezpiecznie kierownicą.
- Boże. - wycedził James. - ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, LILY!.
TO nie była trafiona uwaga, gdyż dziewczynka wybuchła płaczem.
- MAAAAAAAAAMO! - ryknęła.
Wuj Harry złapał się za głowe, a ciotka Ginny szybko złapała kierownice.
- Uważaj! - syknęła, po czym zwróciła się do pierworodnego syna. - Nie wolno Ci się tak wyrażać!
- Ale Lily tak wczoraj powiedziała do Albusa. - obronił się.
- To prawda. - westchnął teatralnie Albus. - A ja jej grzecznie odpowiedziałem, że niech ona zamknie łaskawie swą jadaczkę, bo oglądam kreskówki.
W aucie wybuchła kłótnia, a Ted przyglądał się wszystkim z zaciekawieniem. Nie miał rodzeństwa, nikogo nie miał, a to sprawiało mu przyjemność, Ba! Satysfakcje i wiedzę.
- Ted, wybacz, za ten wybryk. - Powiedziała Ginerwa gdy atmosfera się uciszyła.
- Mnie to nie przeszkadza. - odparł wesoło. - To całkiem ciekawe.
Ginny opadła na fotel i wzięła głęboki oddech, jakby Ted był trudnym dzieckiem i niczego nie rozumie.
Mu to nie przeszkadzało. Patrzył na mugolskie ulice z zaciekawieniem.
- Już jesteśmy. Wysiadka. - oznajmił Harry-Wuj.
Teddy złapał za swój kufer i pośpiesznie wyszedł z samochodu. Zaciągnął się powietrzem.
- Ahh, tego mi trzeba.
W porę przypomniał sobie, że nie jest tu sam i że warto pomóc Harremu wyciągnąć Lily z auta i zanieść kuferek Jamesa. Przecież nie jest tu sam. Oh, jak pięknie brzmią te słowa - pomyślał młody Lupin i prędko złapał dziewczynkę za ręce, które mocno uderzały w głowe Albusa.
- Nie rób siary! - krzyknął James, który patrzył się to na Lily to na tatę szukając w nim oparcia.
- Wcale nie robię siary! - ryknęła Lily i wystawiła mu język.
Ginny uśmiechnęła się smutno - wiedziała, że ona też kiedyś taka była. Jednakże ten opór odziedziczyła po Ojcu.
- Mamo, czy mogę już iść na peron? - spytał znudzony James, jakby ta ostra kłótnia nie robiła mu różnicy.
- Idziemy wszyscy razem, James! - powiedziała stanowcza matka.
- Ginny, zrób coś! - krzyknął Harry łapiąc przy okazji wzrok mugoli. - Szybko!
- Muffliato! - szepnęła Ginerwa trzymając różdżkę nisko.
Ted już nie czuł nóg Lily obijających się o jego głowę. Spojrzał tylko na srebrzysto włosą piękną dziewczynę, idącą wraz z rudawą siostrą i młodszym brate, dumnie krocząc obok rodziców.
- Bill, Fleur! - krzyknęła Ginny machając do nich.
- Louis! - krzyknęła za mamą Lily uspokajając się.
- Dominique! - krzyknął Albus, małpując Lily.
- Victorie. - Szepnął cicho Teddy.
- Victorie! - krzyknął z naciskiem James.
- CO tu tak brzęczy? - zapytał William.
- Muffliato. - rzekła Ginerwa przytulając brata.
- Jak dobrzi, żi Ci widzi 'eddi, - Powiedziała Fleur uśmiechając się do Teddiego.
Lily już zwinnie bawiła się z Louisem, którego białe loczki wesoło huśtały się. Albus dyskutował z Dominique jak to jest w hogwarcie, a Victorie, jako najstarsza przyglądała się rozmowie rodziców, zerkając co chwila na Teda.
- Victori idzi że porozmawić z kimś. - powiedziała cicho Fleur.
- Dobra, mamo, wyluzuj. - odpowiedziała na rządanie matki dziewczynka tonem, który nie odpowiadał młodej pannie. - Ted, słyszałam, że jesteś prefektem! - Powiedziała z entuzjazmem.
- Zgadza się. - rzekł smętnie. Jego włosy zmieniły kolor z błękitu na róż.
- Ale świetnie, zrób to jeszcze raz!
- Wiesz co, jakoś nie mam ochoty, przepraszam, to czasem szwankuję.
- Ano tak, powrót do szkoły.
- Dzieciaki, bo się spóźnimy na pociąg!
- A gdzie Rose i Hugo? - zapytała smutno Lily.
- Na pewno już tam są! ...
xd
wtorek, 12 lutego 2013
Rozdział I, powrót do Hogwartu.
W małym domku, nieopodal Londynu mimo tak późnej pory, panowała cisza. W swoim pokoju, na podłodze leżał Teddy Remus Lupin. Widać, żę chłopak niedawno zasnął. W uszach miał słuchawki, na nosi książkę, a skarpetki były porozrzucane po całym pokoiku. Jedyne, co mogłoby być dziwne, w jego normalnym, nastoletnim pokoju to wielki kufer, wypęłniony po brzegi książkami i jakimiś innymi rupieciami, jak to nazwał sam chłopiec. W tym roku miał iść do 5 klasy swojej szkoły, Hogwartu. TO nie była zwykła szkołą. TO była szkoła magii i czarodziejstwa. W pewnym momencie drzwi od pokoju otworzyły się i wkroczyła babcia Teddy'ego, Andromeda.
- Wstawaj, leniuchu. Czas wstawać. Boże, dziecko! - wydyszała babcia. - Przecie ty leżysz na podłodze!
- Nie przejmuj się, babciu. - powiedział półprzytomny chłopak. - Jest OK.
- No tak, wstawaj i znieś kufer na dół. Wujek Harry przyjedzie po Ciebie i cię zgarną po drodze.
- W tym roku znów nie jedziesz ze mną na peron? - zapytał cicho w duszy ciesząc się. Nie chciał babci zrobić przykrości.
- Tak, nie te kości. No chodź tu. -Zachęciła go babcia z rozwartymi ramionami - Przytul babcię.
Teddy ruszył się szybko, by przytulić babcię, a ona na to :
- Fuj, odejdź. Weź szybki prysznic. - stwierdziła i poszła.
Chłopak uśmiechnął się do siebie i prędko poszedł pod prysznic.W lustrze dojrzał swoje odbicie bardzo wyraźnie. Niebieskie oczy i włosy. Tak, włosy też. Chłopak ten był metamorfomagiem, po swoje matce. Matce, która nie żyła. Matce, która zginęła dla dobra świata. Łza zakręciła mu się w oku. Potrząsnął głową, jakby myślał, że wszystkie złe myśli wyjdą z jego głowy, zapraszane innym razem. Po zadbaniu o higienę Ted szybko skoczył po kufer, ponieważ nie chciał, by babcia zmuszała go do lekkiego ' ogarnięcia ' pokoju. A ten był w strasznym stanie : Niebieska ściana poplamione keczupem. Podłoga.. Choć w sumie podłogi nie widać. Biurko całe w HeavyMetalowych płytach, a łóżko całe w skarpetkach i bokserkach.
- Nie myśl, że posprzątam Ci w pokoju, przez cały rok szkolny! - krzyknęła babcia z innego pokoju. - Zamknę go szczelnie, żeby robaki nie wychodziły!
'Dzięki babciu.' - pomyślał w duchu Ted i zniósł kufer do salonu. Salon był mały w kolorze różu i beżu. Pewnie większość chłopaków by się wstydziła, ale on miał przyjaciół tylko w hogwarcie. Babcia wręczyła mu świeżego tosta z serem i herbatę. Podsunęła mu zaklęciem krzesło po pupę (xD) i usiadła na przeciwko.
- Wiesz, że jesteś prefektem, co ? - zapytała z radością babcia. - Wiesz, że Twój tata też nim był?
Lupina coś zabolało. Babka nigdy nie wspominała o tacie. W prawdzie nie często.
- Nie nie wiem. - odpowiedział szybko dławiąc się tostem.
- Oj, nie tak zachłannie! - upomniała go babcia. - Twój tata był bohaterem.
- Wiem.
- I prefektem. Widzisz, ile można zdziałać samą dobrą nauką? - zapytała dobrotliwie babcia i odgarnęła siwe kosmyki z oczu.
PIP IP!
-Oh, to oni! -zawołała.
- Przyjechali a u t e m ? - zapytał prędko. - CZAD !
- Yhm. Nie ciesz się tak. No i masz być grzeczny i dobrze się uczyć. Plus masz mi wysłać sowę.
- Pewnie babciu, obiecuję. - obiecał głośno i otworzył drzwi. Przed nim stał Harry Potter. Jego ojciec chrzestny - zawsze dobry i najlepszy. Miał zielone migdałowe oczy, czarne włosy w nieładzie i bliznę w kształcie błyskawicy na czole.
- Witaj, Teddy! - powiedział dziarsko. - Gdzie twój kufer? - zapytał.
Chłopak wskazał na schody. Wuj od razu po niego poszedł. Wtem podeszła do niego ciocia Ginny.
Jej uśmiech zawsze dodawał mu otuchy.
- Cześć, Teddy! Mam nadzieje, że pomożesz trochę Jamesowi w nauce, co? - zapytała widząc lekki niepokuj dodała - Oh, wiem, że jesteście z innych domów, ale to chyba nie zakazuję spotkań w bibliotece, co? - powiedziała i mrugnęła porozumiewawczo. - Wsiadaj!
Chłopak posłusznie zajął miejsce obok Jamesa. James był fajnym kuzynem, z pewnością najbardziej podobnym do niego. Albus, jego drugi kuzyn, spojrzał smutno. Zawsze mu zależało na większej uwadzę kuzyna.
- Albusie, idziesz w tym roku do szkoły?
- Jeszcze nie. Poczekaj na mnie rok, to się zjawie.
- W porządku, poczekam. - zażartował.
I ruszyli...
Jeśli się podobało, proszę zostawcie opinie :3 . Przepraszam za błędy ortograficzne :).
W małym domku, nieopodal Londynu mimo tak późnej pory, panowała cisza. W swoim pokoju, na podłodze leżał Teddy Remus Lupin. Widać, żę chłopak niedawno zasnął. W uszach miał słuchawki, na nosi książkę, a skarpetki były porozrzucane po całym pokoiku. Jedyne, co mogłoby być dziwne, w jego normalnym, nastoletnim pokoju to wielki kufer, wypęłniony po brzegi książkami i jakimiś innymi rupieciami, jak to nazwał sam chłopiec. W tym roku miał iść do 5 klasy swojej szkoły, Hogwartu. TO nie była zwykła szkołą. TO była szkoła magii i czarodziejstwa. W pewnym momencie drzwi od pokoju otworzyły się i wkroczyła babcia Teddy'ego, Andromeda.
- Wstawaj, leniuchu. Czas wstawać. Boże, dziecko! - wydyszała babcia. - Przecie ty leżysz na podłodze!
- Nie przejmuj się, babciu. - powiedział półprzytomny chłopak. - Jest OK.
- No tak, wstawaj i znieś kufer na dół. Wujek Harry przyjedzie po Ciebie i cię zgarną po drodze.
- W tym roku znów nie jedziesz ze mną na peron? - zapytał cicho w duszy ciesząc się. Nie chciał babci zrobić przykrości.
- Tak, nie te kości. No chodź tu. -Zachęciła go babcia z rozwartymi ramionami - Przytul babcię.
Teddy ruszył się szybko, by przytulić babcię, a ona na to :
- Fuj, odejdź. Weź szybki prysznic. - stwierdziła i poszła.
Chłopak uśmiechnął się do siebie i prędko poszedł pod prysznic.W lustrze dojrzał swoje odbicie bardzo wyraźnie. Niebieskie oczy i włosy. Tak, włosy też. Chłopak ten był metamorfomagiem, po swoje matce. Matce, która nie żyła. Matce, która zginęła dla dobra świata. Łza zakręciła mu się w oku. Potrząsnął głową, jakby myślał, że wszystkie złe myśli wyjdą z jego głowy, zapraszane innym razem. Po zadbaniu o higienę Ted szybko skoczył po kufer, ponieważ nie chciał, by babcia zmuszała go do lekkiego ' ogarnięcia ' pokoju. A ten był w strasznym stanie : Niebieska ściana poplamione keczupem. Podłoga.. Choć w sumie podłogi nie widać. Biurko całe w HeavyMetalowych płytach, a łóżko całe w skarpetkach i bokserkach.
- Nie myśl, że posprzątam Ci w pokoju, przez cały rok szkolny! - krzyknęła babcia z innego pokoju. - Zamknę go szczelnie, żeby robaki nie wychodziły!
'Dzięki babciu.' - pomyślał w duchu Ted i zniósł kufer do salonu. Salon był mały w kolorze różu i beżu. Pewnie większość chłopaków by się wstydziła, ale on miał przyjaciół tylko w hogwarcie. Babcia wręczyła mu świeżego tosta z serem i herbatę. Podsunęła mu zaklęciem krzesło po pupę (xD) i usiadła na przeciwko.
- Wiesz, że jesteś prefektem, co ? - zapytała z radością babcia. - Wiesz, że Twój tata też nim był?
Lupina coś zabolało. Babka nigdy nie wspominała o tacie. W prawdzie nie często.
- Nie nie wiem. - odpowiedział szybko dławiąc się tostem.
- Oj, nie tak zachłannie! - upomniała go babcia. - Twój tata był bohaterem.
- Wiem.
- I prefektem. Widzisz, ile można zdziałać samą dobrą nauką? - zapytała dobrotliwie babcia i odgarnęła siwe kosmyki z oczu.
PIP IP!
-Oh, to oni! -zawołała.
- Przyjechali a u t e m ? - zapytał prędko. - CZAD !
- Yhm. Nie ciesz się tak. No i masz być grzeczny i dobrze się uczyć. Plus masz mi wysłać sowę.
- Pewnie babciu, obiecuję. - obiecał głośno i otworzył drzwi. Przed nim stał Harry Potter. Jego ojciec chrzestny - zawsze dobry i najlepszy. Miał zielone migdałowe oczy, czarne włosy w nieładzie i bliznę w kształcie błyskawicy na czole.
- Witaj, Teddy! - powiedział dziarsko. - Gdzie twój kufer? - zapytał.
Chłopak wskazał na schody. Wuj od razu po niego poszedł. Wtem podeszła do niego ciocia Ginny.
Jej uśmiech zawsze dodawał mu otuchy.
- Cześć, Teddy! Mam nadzieje, że pomożesz trochę Jamesowi w nauce, co? - zapytała widząc lekki niepokuj dodała - Oh, wiem, że jesteście z innych domów, ale to chyba nie zakazuję spotkań w bibliotece, co? - powiedziała i mrugnęła porozumiewawczo. - Wsiadaj!
Chłopak posłusznie zajął miejsce obok Jamesa. James był fajnym kuzynem, z pewnością najbardziej podobnym do niego. Albus, jego drugi kuzyn, spojrzał smutno. Zawsze mu zależało na większej uwadzę kuzyna.
- Albusie, idziesz w tym roku do szkoły?
- Jeszcze nie. Poczekaj na mnie rok, to się zjawie.
- W porządku, poczekam. - zażartował.
I ruszyli...
Jeśli się podobało, proszę zostawcie opinie :3 . Przepraszam za błędy ortograficzne :).
Hej :)
Hej. Nazywam się Victoria i uwielbiam Harrego Pottera. Jest 'moda' na robieni FanFiction z jakimiś parrignami, a ja jeszcze nie widziałam takiego o Tedd'ym i Victorie :>. Mam nadzieję, że spodoba się wam moja twórczość ;>.
Nie będzie zbyt dużo rozdziałów, więc się nie martwcie :3.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

